Reklama

Na urodzinach

08/03/2017 20:24

Myślę, że udało mi się zdążyć na czas. Prezent pięknie zapakowany, kwiaty - przepyszne róże herbaciane też stoją, jest piętnasta czterdzieści pięć, no to już można iść. Zastukałam w drzwi, otworzyła mi pani Zosia, córka solenizantki. W pokoju siedziało już parę osób, słychać było cichutką muzykę. Na stole stał ogromny tort z cyframi 65 i pyszniły się bukiety rozmaitych kwiatów. Przywitałam się z panią Różą i nawet nie pisnęłam, że tak bardzo się pomyliłam w ocenie jej wieku. Złożyłam jej życzenia, usiadłam i poczułam, że coś jest nie tak, że coś się chyba wydarzyło. Podano kawę, zewsząd słychać było szmer rozmów, a ja? Ja się tylko przysłuchiwałam. Wtem wpadło jakieś czupiradło.

- O Boże! Dominika, a któż to jest? - Krzyknęła pani Róża.
- Babciu, przedstawiam ci mojego nowego chłopaka. - Odparła dziewczyna. - Przyprowadziłam go, żebyś mogła go poznać.
Młodzieniec coś bąknął pod nosem. To chyba były życzenia, ale nie dosłyszałam dokładnie. Dominika, no cóż, opalona buzia, błysnęły białe zęby, zabrzęczały bransoletki i dziwaczne kolczyki, machnęła szopą blond włosów i podbiegła do swojej babci.
- Babciu, babciu! Życzę ci zdrówka i długich lat życia, ale powiedz dlaczego jesteś taka smutna? Byłaś u lekarza? Zrobili ci prześwietlenie? Wszystko w porządku?
- Odpowiem ci na wszystkie pytania później. - Powiedziała pani Róża. Zrobiło się cicho i wszyscy patrzyli na nią. Wtedy kobieta odezwała się jakimś takim dziwnym głosem.
- Nie chcę długo żyć. To co mnie dziś spotkało w przychodni było przykre i niesmaczne. Bo co byście państwo powiedzieli? W przychodni było dużo ludzi, tłum kłębił się do okienka i każdy się śpieszył. W pewnej chwili jakiś młodzieniec odezwał się, że jest honorowym dawcą krwi i się śpieszy. Gorączkował się, złościł i wygadywał różne głupstwa. Ja chciałam podejść i zapytać o coś, a on mnie najzwyczajniej wypchnął z kolejki. No to ja mu powiedziałam, że takiej krwi jak on ma , to ja bym nie chciała, bo to "wściekła krew". Zrobiło się wtedy cicho i odezwał się starszy ode mnie człowiek. "Ja to bym tą babę (mówił o mnie) nie tylko wypchnął, ale wyrzuciłbym za drzwi i dał (nie powiem przez grzeczność) kopa na rozpęd. No to powiedz mi wnusiu z czego ja niby mam się cieszyć? Ale lekarz podsumował "Mnie nie obchodzi, co się dzieje na korytarzu. Ja leczę ludzi w gabinecie."
 

Reklama

C.D.N

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo iBielsk.pl




Reklama