Minął tydzień od urodzin. Dzień chylił się ku wieczorowi. Daleko na horyzoncie widniała wielka kula pomarańczowego zachodzącego słońca, z cudowną ferią barw na niebie. Nagle usłyszałam krzyk. Nawet się zdziwiłam, bo popołudnie było takie ciche i ospałe.
- Nie i już! Powiedziałam!
Aha, kolejna utarczka Dominiki z matką. Nie bardzo zrozumiałam o co chodzi w tym słowotoku. Po chwili usłyszałam słowa dziewczyny:
- Mamo! Przecież wiesz, że jak babcia powiedziała, że tak zrobi, to na jej ośli upór nic nie poradzimy.
- Nie chcę go tu widzieć! - Burknęła pani Zofia i pomaszerowała z miotłą za dom. Po chwili usłyszałam szuranie stóp i z mroku na ścieżce wyłoniła się postać Dominiki.
- Dobry wieczór pani!
- Dobry wieczór Dominiko, co cię do mnie sprowadza?
Dziewczyna usiadła na schodkach i zaczęła powoli opowiadać. Widać było, że jest bardzo zdenerwowana i z jej oczu kapią łzy.
- Co się stało? Powiedz, może ja coś zaradzę.
- No nie wiem...- Odpowiedziała dziewczyna. - Bo...bo, widzi pani, babcia poznała jakiegoś pana i chciała zaprosić go do nas do domu. Moja mama jest nie dzisiejsza. Nie pozwala i już. No to babcia spakowała walizkę i gdzieś się wybiera. Nawet nie wiemy gdzie. Powiedziała, że nigdy nam nie zdradzi miejsca swojego azylu. Ja nie chcę, żeby ona wyjeżdżała. Jest chora, jeszcze się jej coś stanie, a my nawet nie będziemy o tym wiedziały... - i tu dziewczyna znów uderzyła w płacz.
- dobrze Dominiczko, najpierw porozmawiam z twoją babcią, a potem z mamą.
- Ale proszę pani...moja babcia jest naprawdę bardzo chora i żyje jakoś tak szybko, jakby jej brakowało czasu. Co ja mam zrobić? Z mamą się nie da żyć. Ona z nikim nie rozmawia i zachowuje się tak, jakby jej nic nie obchodziło. Co to będzie sama już nie wiem. Jeszcze ten mój tato, jakby było mało kłopotów...
C.D.N
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze