Uszkodzone ogrodzenie zostanie naprawione, młodzi ludzie odpowiedzą za swoje zachowanie, ale nie zostaną publicznie napiętnowani. Tak kończy się sprawa, która kilka dni temu wywołała sporo emocji w Bielsku Podlaskim. I trzeba przyznać, że dyrekcja bielskiego MOSiR-u podeszła do niej rozsądnie. Bez zamiatania problemu pod dywan, ale też bez robienia z kilku młodych ludzi przestępców.
Do sprawy uszkodzenia ogrodzenia kortu tenisowego na kompleksie Orlik wracamy już po raz kolejny. Najpierw pisaliśmy o apelu Miejskiego Ośrodka Sportu i Rekreacji, który poszukiwał osób zarejestrowanych przez monitoring. Zamiast od razu angażować policję, MOSiR zaproponował młodym ludziom możliwość kontaktu i polubownego rozwiązania sprawy.
O apelu MOSiR-u pisaliśmy TUTAJ.
Apel zadziałał. Jak informowaliśmy później, rodzice skontaktowali się z ośrodkiem. Teraz znamy już finał całej historii. Doszło do rozmowy z rodzicami i młodzieżą, ustalono również sposób naprawienia powstałych szkód.
O reakcji rodziców i pierwszych efektach apelu pisaliśmy TUTAJ.
MOSiR zdecydował, że skoro ogrodzenie można naprawić, sprawa zostanie rozwiązana polubownie. Młodzi ludzie dostali szansę na wyciągnięcie wniosków ze swojego zachowania.
I wydaje się, że właśnie o taki finał od początku chodziło. Nie odpuścić, ale też nie zniszczyć człowieka
Warto w tym miejscu pochwalić dyrekcję bielskiego MOSiR-u. Najłatwiej byłoby bowiem wybrać jedną z dwóch skrajności. Albo machnąć ręką na uszkodzone ogrodzenie i uznać, że przecież „nic wielkiego się nie stało”, albo natychmiast skierować sprawę do odpowiednich służb.
Wybrano trzecią drogę.
MOSiR jasno powiedział, że niszczenie wspólnego mienia nie będzie tolerowane. Ustalił osoby odpowiedzialne, doprowadził do kontaktu z rodzicami i uzgodnił naprawienie szkody. Jednocześnie od początku dawał możliwość załatwienia sprawy bez niepotrzebnej eskalacji.
To rozsądne podejście, szczególnie że mówimy o młodych ludziach. Konsekwencje są potrzebne. Jeżeli ktoś coś niszczy, powinien za to odpowiedzieć i naprawić wyrządzoną szkodę. Ale równie ważne jest to, żeby z błędu można było wyciągnąć wnioski. W tym przypadku jest na to szansa.
Cała historia ma jednak jeszcze drugą stronę. Po opublikowaniu informacji o zdarzeniu w internecie pojawiło się wiele komentarzy. Część z nich, jak zauważył MOSiR, przestała być krytyką zachowania młodzieży, a zaczęła przybierać formę personalnych wyzwisk i hejtu.
Ośrodek zwrócił na to uwagę bardzo wyraźnie. Można i trzeba potępiać niszczenie publicznego mienia. Czym innym jest jednak ocena konkretnego zachowania, a czym innym publiczne obrażanie człowieka.
Zwłaszcza młodego człowieka, który popełnił błąd i powinien ponieść jego konsekwencje, ale jednocześnie dostać możliwość jego naprawienia. To również jest lekcja płynąca z tej historii. W internecie łatwo napisać kilka słów za dużo. MOSiR słusznie przypomina, że także za komentarze publikowane w sieci ponosimy odpowiedzialność.
Polubowne zakończenie tej konkretnej sprawy nie oznacza jednak przyzwolenia na podobne zachowania. MOSiR przypomina, że miejskie obiekty sportowe są monitorowane i przypadki niszczenia infrastruktury nie będą ignorowane. Warto o tym pamiętać również wtedy, gdy któreś z boisk lub część obiektu są zamknięte. Zamknięta brama czy ogrodzenie nie są zaproszeniem do szukania drogi na skróty. Jeżeli obiekt został wyłączony z użytkowania, jest ku temu powód.
Ta historia kończy się dobrze. Szkoda zostanie naprawiona, rodzice zareagowali, odbyła się rozmowa, a młodzież dostała szansę, aby na własnym błędzie czegoś się nauczyć. I być może właśnie dlatego warto było do tego tematu wrócić po raz trzeci.
Dyrekcja MOSiR-u pokazała, że można jednocześnie pilnować miejskiego majątku i zachować zdrowy rozsądek. Nie było przyzwolenia na wandalizm, ale nie było też chęci publicznego ukarania młodych ludzi za wszelką cenę. Bo miejskie boiska, korty i stadiony rzeczywiście należą do nas wszystkich. Warto ich pilnować. Ale równie ważne jest to, jak reagujemy, kiedy ktoś, szczególnie młody, popełni błąd.
W tym przypadku rozmowa, odpowiedzialność i naprawienie szkody okazały się lepszą lekcją niż awantura.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze