:-( Wygląda na to że masz Adblocka. Utrzymujemy się z reklam żeby móc dostarczyć Ci wiadomości z Twojego regionu za które nie musisz płacić, czy mógłbyś rozważyć jego wyłączenie?

Irena Piwowar: Fragment z kalendarza „Franek”

Orynka - blog 16/08/2019 15:03

Jest I grudzień 1899r. Minął czas zabaw, przetoczył się mięsopust, ostatnie dni przed adwentem.

Pani Karolina Tumulka spodziewa się potomka. Jakoś tak od samego rana chodzi niespokojna. Maleństwo spieszy się na świat a i jej jest też ciężko. Chciałaby, aby było już po wszystkim. Jest bardzo zimno. Wiadomo zima. Staruszek mróz, wymalował szyby w oknach w przeróżne dziwaczne wzory. W kuchni buzuje wesoło w piecu ogień, w garnku bulgoce kapuśniak.

         Mała wioseczka Brzeźnica koło Raciborza, malowniczo położona, zasypana jest śniegiem, chat nie widać zza opłotków.

         Pani Karolina martwi się, bo jest w domu sama. Stary gdzieś się zapodział. Niby to poszedł do sąsiada za interesem. Tak naprawdę to chyba opijają pępkowe, choć dzieciaka nie ma jeszcze na świecie. Dziewczyny u krawcowej w terminie a chłopcy na grubie, wiadomo aby przeżyć trzeba pracować.

         Wtem coś zaszurało, zatupało, ktoś przyszedł. Najpierw  wtoczyła się głowa w ciepłej chustce a potem reszta postaci.

         - Witojcie Karolinko, wasz chłop mi pedzioł co to wy zlygocie

I chyba będziecie rodzić. Kozoł mi do wos iść, cobym poród odebrała i wom pomogła. Cosik mi się zdaje, że już i dobrze podpił.

         -Ano juści, juści.

         - Odrzekła pani Karolina.

- To, konsek gizda, hebana mi posłoł i tylech go widziała. Doczkej ty giździe przyjdziesz ty do dom.

Tymczasem akuszerka rozgościła się na dobre. Zapytała czy są ręczniki, woda gotowana i przystąpiła do oględzin. Na moje oko za jakieś 4 godziny dziecko przyjdzie na świat.

         Pani Karolina czuła się źle, odezwała się z cicha.

- Starzynko, na blasze jest kapuśniak i kartofle weście se.

- Ja się tymczasem położę.

- Na stole stoi flaszka ze samogonką, nalejcie se, wypijcie za moje zdrowie i tego dzieciątka.

Z tymi słowami poszła do spalni, głucho jęknęła i zasnęła.

         W pewnej chwili akuszerka usłyszała głośny krzyk. Ojezdeckusie Karolina rodzi. I na ile zmogła potoczyła się do spalni. A tam ……. Ojeje jeje, kobita wijąc się z bólu rodziła. Trwało to jeszcze z dobrą godzinkę. Akuszerka zwijała się jak w ukropie. Wiadomo, takie porody są trudne i zawsze coś może pójść nie tak.

         Ze spalni przetoczył się jak grzmot jeszcze jeden krzyk i drugi najpierw cichutki, a potem coraz głośniejszy wrzask noworodka.

- No, witom cię na tym świecie synku, ocierają pot z czoła wysapała akuszerka. Przytrzymała chłopczyka za nóżki, plasnęła go w pośladki.

Tak na świecie w zimowe, grudniowe popołudnie pojawił się Franek.

Kiedy go umyto, nakarmiono i ułożono obok matki, cichutko posapując spał. Drzemała i Karolina, zmęczona porodem.

- Akuszerka siedziała i czekała domowników. Co i raz podkładała do pieca żeby w domu było ciepło. Wreszcie ciepłym popołudniem, zjawiły się dziewczęta a za nimi pan Józef. Widać było, że miał dobrze w czubie. Pamiętał, że może ma już nowego członka rodziny

- Chłopiec, powiedziała akuszerka.

- Jo już mogam iść do dom, rozliczycie sie kiedy inandziej.

         Teraz, pan Józef z respektem, ba, nawet z szacunkiem spoglądał w kierunku spalni. Stamtąd nie było słychać nic. Widać położnica i noworodek spali spokojnie. Odeszło od niego zamroczenie alkoholowe. Nagle usłyszał rozkazujący głos:

(..) Jołzel, choć mi ene tukej, ty zatracony giździe!

Kajś to był, ty utropieńcu jeden.

         On pan Józef taki wielki chłop i musiał się wytłumaczyć swojej żonie, która była  nie tylko niewysoka ale i bardzo szczupła.

(..) No, wiesz, jąkał się i stękał. No byłech u Gintra. Wypili my flaszkam, no a potem jeszcze się zebrało poram chłopów. No to my wypili jeszcze jednam flaszkam. Potem to my się rozeszli bo grinschutz się plontoł wele nos i podsłuchiwoł, czy aby nie politykujemy.

Czasy były niespokojne a rodzina Tumulków na cenzurowanym bo to jak mówiono o nich to były „ Poloki”. Ci zaś byli prześladowani. Typowa śląska rodzina, w której szanowano wszystko to co polskie. W tej rodzinie chodziło się do kościoła, ale też szanowano tradycję. Wszystko co dotyczyło Polski, było najważniejsze, wręcz święte.

Ubiory w tej rodzinie były śląskie, jedne na co dzień ale były też te i od święta.

         Lata mijały, z niemowlaka Franek wyrósł na zmyślnego chłopca. Ponieważ był najmłodszy był więc pupilkiem wszystkich. Lubiany był na wsi oj lubiany, za to, że był wesoły. Umiał też być złośliwy. Bardzo nie lubił grinschutzów, a to im wentyle z rowerów powykręcał, a to po przekładał ogłoszenia, a to poprzebijał gwoździami opony. Robił to tak zmyślnie, że nigdy nie padł na niego nawet cień podejrzenia.

Mały Franek był bardzo ciekaw życia, był bardzo zdolny, miał też doskonałą pamięć. Wiadomo rok 1905 był burzliwym rokiem przetaczających się robotniczych strajków i rewolucji od Petersburga począwszy. Była znowu zima. W ciasnej kuchence państwa Tumulków gromadzili się ludzi. Rozmawiano o tym co dzieję się w Łodzi, Poznaniu. Dym machorki aż szczypał w oczy. Mały Franek przysłuchiwał się zza ciekawieniem, ale miał też swoje zadania; od czasu do czasu wybiegał na podwórko. Niby szedł po drzewo, ale bacznie się przyglądał, czy nie widać w pobliżu kogoś obcego, płatającego się aby coś podsłuchać, bądź też podejrzeć. Murka siedział cicho w budzie, to znaczy, że nie ma w pobliżu nikogo obcego.  Czasy były niespokojne, więc ludzie bali się bo za politykierstwo można było słono zapłacić i więzieniem i karami pieniężnymi. Bywało też, że ktoś został pobity do nieprzytomności. Niemcy byli mściwi i trzeba był się ich bać.

         Ciepły, upalny sierpień dobiegał końca. Wesoły gwar ptasich gawiedzi dobiegał z podwórza, ano juści, juści, dopominają się boroczki o ziarno. Słońce stoi wysoko. Pani Karolina podniosła głowę i spojrzała zza firanki, zetrwejcie jeszcze trocham, zamruczała sama do siebie. Akurat naprawiała bieliznę. Było co robić, oj było, a tu jeszcze Franek od września idzie do szkoły. Chłopak wyrósł jak na drożdżach. Ciekawe jaki on będzie, jak się będzie uczył? Jest uparty, zawsze chce postawić na swoim, a tu w szkole uczą po niemiecku, oj będą z nim kłopoty – tak rozmyślała pani Karolina. Wiedziała już wtedy, że Franek będzie robił to co uważa za słuszne.

- Mamulko, mamulko szarpał ja za rękę Paweł. A co tam synku? Bo tam, bo tam …… no mów co. Jakiści panocek chcą z wami godać.

Oj chyba się trochę zdrzemnęłam, odrzekła pani Karolina i tylko spódnica zafurkotała, tyle jej było.

- Cóżesie panie chcieli?

- Ano skupuje to co wam już niepotrzebne.

- Acha tożesie som handlorz ze Łanów.

- Ano juści, juści – odparł mężczyzna

- Nie, panoczku, ja nie mam nic do sprzedanio.

Handlarz powoli odjechał a pani Karolina wróciła do swojej pracy.

         Wzięła koszyk i zawołała Franka. – Pódź synku, narwiemy zielska dlo królików. Razem noga w nogę pomaszerowali do sadu. A tu …… aż czerwono na drzewach od jabłek malinówek. Już i śliwy dojrzewają, będzie trochę powideł na zimę. Dzieci dużo i trzeba je jakoś wykarmić.

         Pierwszy wrzesień 1906 rok pani Karolina i Franek pięknie wystrojeni poszli do szkoły. Franek miał się zacząć uczyć. Matka w domu mu przekazywała co mu wolno a czego nie „ No i byś se pamiętoł, że jak przyniesiesz gańbę rodzinie, albo tyż naszej Polsce to pomasmakujesz ty rózgi”. Zapamiętasz? Ja mamulko, bydam pamiętoł. I tak ramię w ramię pomaszerowali, syn z matka do szkoły. Franek rósł matce na potęgę a i uczył się nie źle.

Jeden raz przyszedł zapłakany i z nikim nie chciał rozmawiać. Matka zauważyła, że cos jest nie tak. Podeszła do niego, potargała mu włosy i zapytała.

No, to co tam dziś było? Po policzkach chłopca spłynęły niechciane łzy, przytulił się do matki i rozpłakał na dobre. Jak już się wypłakał, spytał matki: ktożech jo jest? Polok czy Niemiec? Polok! Odpowiedziała matka.

- No to po czemu on mnie bił? Joh godoł, żem Polok a on mnie bił, tak bił.

Teraz dopiero matka zobaczyła ślady na rękach chłopca i krwawą pręgę na nodze.

- Dobrześ mu pedzioł, ty żeś jest Polok tak jak i my wszystkie.

- Nie płakaj już synku, jo wiem, że cie to boli.

Wtedy mały Franek głośno powiedział: Nie to mnie nie boli, ino to, że mnie Niemcem przezywo rektor, przecam jo mu nic żech nie zrobił.

         Pani Karolina nic nie powiedziała, odwróciła się do okna i gorzko zapłakała. Mały Franek nie rozumiał dlaczego jego mama płacze.

- Mamulko, mamulko, czamu wy płaczecie?

- Ni, nic synku, jo tylko tak, bo bardzo rada, żeś taki dzielny i odważny.

Ale posłuchaj mnie yno, ucz się tego niemieckiego, bo może ci się w życiu przydo.

Irena Piwowar: Fragment z kalendarza „Franek” komentarze opinie

Dodajesz jako: |


Reklama

Ogłoszenia PREMIUM

Chcesz coś sprzedać lub kupić, oferujesz usługi, szukasz pracownika lub pracy?

Dodaj swoje drobne ogłoszenie w naszym serwisie. Zapraszamy!

Dodaj ogłoszenie
Reklama


 Reklama


25 maja 2018 roku weszło w życie Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z 27 kwietnia 2016 roku tzw. RODO. Nowe prawo nakłada na nas obowiązek uzyskania Twojej zgody na przetwarzanie przez nas danych osobowych w plikach cookies

Oświadczam, iż zapoznałem sie z Polityką prywatności i zgadzam się na zapisywanie i przechowywanie w mojej przeglądarce internetowej tzw. plików cookies oraz na przetwarzanie zaszyfrowanych w nich danych osobowych pozostawianych w czasie korzystania z innych stron internetowych, serwisów oraz parametrów zapisywanych w plikach cookies w celach marketingowych, w tym na profilowanie i w celach analitycznych przez ibielsk.pl, oraz ZAUFANYCH PARTNERÓW.

Administratorzy danych / Podmioty którym powierzenie przetwarzania powierzono

CMC CITY Media Communications sp. z o.o. z siedzibą w Cypryjska 2G 02-761, Cypryjska 2G

Cele przetwarzania danych

1.marketing, w tym profilowanie i cele analityczne
2.świadczenie usług drogą elektroniczną
3.dopasowanie treści stron internetowych do preferencji i zainteresowań
4.wykrywanie botów i nadużyć w usługach
5.pomiary statystyczne i udoskonalenie usług (cele analityczne)


Podstawy prawne przetwarzania danych


1.marketing, w tym profilowanie oraz cele analityczne – zgoda
2.świadczenie usług drogą elektroniczną - niezbędność danych do świadczenia usługi
3.pozostałe cele - uzasadniony interes administratora danych


Odbiorcy danych

Podmioty przetwarzające dane na zlecenie administratora danych, w tym podmioty ZAUFANI PARTNERZY, agencje marketingowe oraz podmioty uprawnione do uzyskania danych na podstawie obowiązującego prawa.

Prawa osoby, której dane dotyczą

Prawo żądania sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania danych; prawo wycofania zgody na przetwarzanie danych osobowych. Inne prawa osoby, której dane dotyczą.

Informacje dodatkowe

Więcej o zasadach przetwarzania danych w "Polityce prywatności"