:-( Wygląda na to że masz Adblocka. Utrzymujemy się z reklam żeby móc dostarczyć Ci wiadomości z Twojego regionu za które nie musisz płacić, czy mógłbyś rozważyć jego wyłączenie?

Irena Piwowar: Franek. Część II

Orynka - blog 30/08/2019 17:30

Tak mały Franek rozpoczął swoją edukację. Uczył się pilnie to i miał dobre oceny. Nie mniej jednak Niemcy mu się przyglądali. Patrzyli i na niego i na całą rodzinę. Kiedy już podrósł, zrozumiał tą dziwną politykę, to starał się nie rzucać w oczy. Mijały lata i Franek ani się spostrzegł a już kończył szkołę. Nastał rok 1914 gdzie Franek skończył 15 lat a równocześnie był to jego ostatni rok nauki. Wyrósł nad podziw. Był smukłym, wysokim i ładnym chłopcem. Lubiano go we wsi, bo był i pracowity a też i ludziom pomocny. Jeździł na rowerze nad Odrę. Tam zbierali się jego koledzy, łowili ryby a też i dużo rozmawiali o tym co dzieje się wokół nich. Ogromne bezrobocie więc Franek nie mógł na wiele liczyć, wiedział, że trzeba będzie pomagać rodzicom. Jego powierniczką była matka. Często dużo i długo rozmawiali. W ten właśnie sposób oboje uradzili, że póki co Franek zostanie w domu. Jednak długo nie usiedział w domu. Jak tylko skończył 17 lat postanowił poszukać pracy. Zdawał sobie sprawę, że w domu nie jest bogato a gęb do wyżywienia dużo. Tłumaczył ja jestem młody i silny, mogę więc pracować obojętnie gdzie aby pomóc ojcu i matce. I tak siedemnastolatek wyruszył w poszukiwaniu swego miejsca w życiu a może i szczęścia bo przecież losu swego nie znał. Za chlebem zawędrował do Raciborza. Znalazło się dla niego miejsce w fabryce „ Ganz i co”. Kiedy na dobre zainstalował się, jeździł na rowerze codziennie do pracy, wesoło pogwizdując. Taki był dumny, przecież jechał na szychtę. Jeszcze nie myślał o niczym a dni uciekały bardzo szybko.

         Pewnego dnia, pod koniec lata Franek otrzymał wezwanie do wojska, ale jakiego? No, wiadomo do niemieckiego. Nie było to Frankowi w nos, przecież czuł jak Polak, kochał Polskę, a tu patrzcie tylko, trzeba iść w kamasze.

         Franka wysłano na francuski front. Musiał w ciągu paru godzin dorosnąć: zapomnieć o domu, o dziewczynach, również o ukochanej mamie, która została tam daleko, po za linią frontu. Został przydzielony do piechoty, teraz już był żołnierzem. Całą grupę chłopców w jego wieku zebrano na dworcu w Raciborzu. Prowadził ich veltvebel niewiele od nich starszy.

         Kiedy podstawiono pociąg Franek jeszcze ostatni raz spojrzał w stronę gdzie znajdował się jego dom rodzinny. Wsiadł do pociągu. Długi skład, bo i armaty i pancerfausty i wiele innego sprzętu wojskowego mieściło się w tym pociągu. Jechały też konie. Franek wyjeżdżał w świat.

         Jeszcze nie zdawał sobie z tego sprawy, że jedzie na front. Jedno co go cieszyło, z nim jechało też paru znajomych kolegów, których również wysłano na front.

Siedzieli w milczeniu, a pociąg mknął gdzieś daleko. Podróż była bardzo męcząca. No, wreszcie. Zatrzymali się gdzieś w polu, bardzo daleko od zabudowań. Jechała z nimi też kuchnia polowa, postój był zaplanowany tak żeby żołnierze mogli zjeść posiłek. Każdy z nich otrzymał pajdę chleba i zupę w menażce, w ten sposób szykowano chłopców do boju. Trwała wojna, ale coś przebąkiwano, że ma się ona ku końcowi. Dotarli wreszcie do jakiejś małej mieściny na obrzeżach Francji, tam zagnano ich do prowizorycznych koszar. Ich zadaniem była obrona linii frontu znajdująca się kilkanaście kilometrów przed nimi.

         Wiele nieszczęścia zobaczył Franek a, że był silny zrobiono z niego sanitariusza. Za zadanie miał zbierać rannych i wynosić ich na tyły. Obok niego pracowali łapiduchy, ci zbierali trupy i również wynosili na tyły. Ciężko było młodym chłopcom jak ginęli ich koledzy. Ciężko rannych odwożono do wojskowych lazaretów. Lazarety te robiono z namiotów gdzieś na odludziach, najczęściej tam gdzie diabeł mówi dobranoc.

         Franek był uparty. W bezsenne noce rozmyślał o swojej rodzinie gdzieś tam daleko, starał się nie rozczulać nad sobą. Czasami po policzku stoczyła się samotna łza tęsknoty za domem rodzinnym a także za swoją Polską.

         Znowu blady świt …….  Cisza ……. Ale jakaś taka martwa. Franek po wczorajszej potyczce jest jakiś nie swój, tyle martwych kolegów, którzy jeszcze wczoraj byli żywi. Po co to? Przecież oni nic nikomu złego nie zrobili. Tam daleko, mają rodziny. Stróżki zimnego potu spływają po plecach. Co będzie dalej? Ilu ich jeszcze zginie, ilu na zawsze zostanie okaleczonych? Nie zdawał sobie jeszcze z tego sprawy, że wojna się kończy bo oto Niemcy podpisali kapitulację. Franek jeszcze o tym nie wiedział. Bał się, tak się bał. Młody …… chce żyć! I wreszcie przynosi goniec wiadomość: koniec wojny, Niemcy skapitulowały. Demobilizacja.

No cóż po długich siedmiu miesiącach Franek może wracać do domu. Wykonał kolejne zadanie ale obraz zniszczenia ludzkich łez i nieszczęścia pozostaną z nim na zawsze.

         Kiedy wrócił do domu przekonał się ja wielkie zniszczenia wojna poczyniła również tutaj. Ludzie głodują, bieda, bezrobocia dają się ludziom we znaki. Znowu trzeba szukać pracy. Przyjął się do pracy na kopalni, aż w Czernicy koło Rybnika. Jego miejsce pracy to „ Szyb Schreibera”. Nie obyło się bez polityki i tu. Coraz więcej Ślązaków opowiada się za Polskę, nie chcą mieć nic wspólnego z Niemcami.

         Franek był miłym, młodym człowiekiem. Udział w I wojnie światowej uczynił go twardym na ciosy i przeciwności losu. Bardzo szybko się zaprzyjaźnił z kolegami z pracy. Szczególnie polubił jednego: Antka z Łęgu.

          Często rozmawiali o tym co dotyczyło Śląska. Gro Ślązaków chciało powrotu do Polski, bo to była ich ojczyzna. „ Zły” jak mówiono, panoszył się wszędzie. Wśród swoich byli zdrajcy, sprzedawczyki, trzeba było na siebie bardzo uważać. Chłopcy pilnowali się i nie dopuszczali do siebie nikogo obcego.

         Zbliżała się wiosna, dni były cieplutkie, zaś wśród ludzi krążyły pogłoski, że chyba będzie powstanie. Takim okiem Ślązaków był Wojciech Konfanty i to niby on ma być organizatorem powstania. Franek marzył na jawie o tym aby Polska stała się Polską. Nie cierpiał Niemców, którzy panoszyli się wszędzie. Był już dorosły a jeszcze pamiętał jak „ niemiecki rektor” go bił, tylko za to, że był Polakiem i czuł jak Polak. Tak też teraz szykował się do powstania, uważał, że Śląsk jest własnością Polski i Polska jest jego macierzą, a dumny był z tego, oj jaki dumny. Takie właśnie wychowanie wyniósł z domu. Niemcy mieli na niego oko, bo i hardy był, a potrafił się też odszczeknąć. W ten o to sposób gorąca głowa bo tak mówili o Franku ruszył z powstańcami w kierunku Łęgu i dalej pod górę Świętej Anny.

         Młody dwudziestojednoletni Franek w maju rzucił całkowicie robotę w raz z Antkiem z Łęgu. Ruszyli w kierunku Raciborza. Po drodze wstąpili do Brzeźnicy. Franek jeszcze musiał zobaczyć swoją matkę, bo jak by się tak coś stało.

         Ucieszył się matczysko jak zobaczyło syna, ale i załamała ręce na wieść o tym, że syn chce przystąpić do powstańców.

- A toć to synku zginiesz, ale wisz co, idź walcz o tyn nasz Ślązek, boć to przecam jest Polskie, nasze, nos Poloków. Niemcy mają swoje tam za Odrom, niech tam idom i se swoich zabijają, a nie naszych.

Powiedziała to z taką złością, i z taka zaciętością, że gdyby to usłyszał jakiś Niemiec to i by się przestraszył.

Franek przypadł matce do kolan, ucałował jej spracowane ręce, ta zaś go pobłogosławiła. Dała zawiniątko na drogę odprowadziła pod bramę i tyle go widziała.

         Ruszył w kierunku Raciborza, pogwizdując jakąś powstańczą melodię. Powstanie rozciągało się od Raciborza i szło w kierunku Koźla i Opola. Zbierały się grupy powstańców i szły w kierunku Góry Świętej Anny.

         Franek dostał się do trzeciej kąpani czwartego pułku raciborskiego, tu też otrzymał broń. Ruszyli na powstańczy front. Jego odcinek walki to: Łęg, Kamień, Olza.

         Znowu miał przed oczami martwych swoich kolegów bądź też pokaleczonych. Walki były ciężkie ale niestety powstanie chyliło się ku upadkowi. Nie mniej jednak, ci młodzi chłopcy swą ofiarnością udowodnili światu, że Polska to jest to co oni chcą, o co walczą, i dla niej to oddają to co maja najcenniejsze – swoje życie. Polska powoli upadała – ginęły orły z hałd, nikt im nie pomógł. Śląsk tonął we krwi tych biednych młodych ludzi, którzy marzyli o tym, że walczą o Śląsk Polski. Między nimi był też i Franek, gorący orędownik wolnego Śląska- syn Ziemi Raciborskiej.

         Trzy Śląskie insurekcje wybuchające rok po roku ze szczytową fazą 1921 roku – w prawdziwej wojnie. Powstanie upadło, powstańcy musieli złożyć broń, ci co przetrwali w tym Franek musieli się ukrywać. Przyjaciel Franka, Antek z Łęgu zginął. Resztki powstańców uciekały szykanowane przez Niemców. Oj niewesołe były myśli Franka. Nikt nie widział jego łez, nigdy się nie skarżył. Jedynie matka Franka wiedziała jak bardzo jej syn cierpi.

         Późną nocą, kiedy wszyscy byli pogrążeni w głębokim śnie Franek dotarł do domu. Zastukał w szybę cichutko, zagwizdał jakąś melodię. Drzwi otworzyła jedna z sióstr. Szeroko otwarła oczy, nic nie powiedziała, ale i Franek miał nietęgą minę. Przywitał się z matką i tak jakoś usiadł, milcząc. W pomieszczeniu była taka cisza jak w grobie. Wreszcie odezwał się z cicha

(..) wiecie, oni nas znowu ocyganili, my są niczyi, my są zapomniane dzieci, i na co to było, telo nom obiecywali a telo nom obiecywali a terozki co? ……. Słuchajcie, tam się tylo krwi poloło i na co, po co nom to  było. My byli potrzebne yno, po to aby krew przelywać, za tych lepszych od nos. Chwycił się za głowę, chwiał się i powtarzał ….. i po co to było ……. (..) po co to było?

Nikt z obecnych nie zabrał głosu, nikt się nie odezwał, nikt też nie przerwał tej ciszy, która aż bolała.

-Tam trza nom iść na Polską stronę, my tu ni momy nic i nikogo. My som samotne dzieci.

Niemcy wyrzucają w Bytomiu ludzi z mieszkań, z roboty. Czasy strachu i lęku trwają nadal.

         Potem Franek gwałtownie wstał, odsunął krzesło i wyjął ze schowka: biało – czerwoną flagę, ucałował ją.

Tyś mi jedna została, tylko ty ……… nie, nie, Polska jeszcze nie umarła, puki o tu w mojej piersi serce. Ona jest, ona będzie po wsze czasy, coś tam mruczał do siebie a z jego oczu lały się gorące łzy na tę biało – czerwoną flagę. Antek nie żyję, inni chłopcy padli, ale ja żyję i będę walczył o ciebie moja ty kochana, umęczona Polsko.

         Twarz jego była straszna! Zawzięta! Coś się działo w tym jestestwie.

Matka patrzyła i mówiła:

-A jo mu wierzam, bo to dobry synek, Polok. Takech go wychowała, co by wiedzioł, że Polska oznacza świętość.

Reklama

Irena Piwowar: Franek. Część II komentarze opinie

Dodajesz jako: |


Reklama

Ogłoszenia PREMIUM

Pomogę zredagować pracę

Pomoc w pisaniu wzorów prac dyplomowych. Szeroki zakres tematyczny i bogaty zasób literatury w prywatnych zbiorach pozwala mi redagować prace na..


Reklama
 Reklama

25 maja 2018 roku weszło w życie Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z 27 kwietnia 2016 roku tzw. RODO. Nowe prawo nakłada na nas obowiązek uzyskania Twojej zgody na przetwarzanie przez nas danych osobowych w plikach cookies

Oświadczam, iż zapoznałem sie z Polityką prywatności i zgadzam się na zapisywanie i przechowywanie w mojej przeglądarce internetowej tzw. plików cookies oraz na przetwarzanie zaszyfrowanych w nich danych osobowych pozostawianych w czasie korzystania z innych stron internetowych, serwisów oraz parametrów zapisywanych w plikach cookies w celach marketingowych, w tym na profilowanie i w celach analitycznych przez ibielsk.pl, oraz ZAUFANYCH PARTNERÓW.

Administratorzy danych / Podmioty którym powierzenie przetwarzania powierzono

CMC CITY Media Communications sp. z o.o. z siedzibą w Cypryjska 2G 02-761, Cypryjska 2G

Cele przetwarzania danych

1.marketing, w tym profilowanie i cele analityczne
2.świadczenie usług drogą elektroniczną
3.dopasowanie treści stron internetowych do preferencji i zainteresowań
4.wykrywanie botów i nadużyć w usługach
5.pomiary statystyczne i udoskonalenie usług (cele analityczne)


Podstawy prawne przetwarzania danych


1.marketing, w tym profilowanie oraz cele analityczne – zgoda
2.świadczenie usług drogą elektroniczną - niezbędność danych do świadczenia usługi
3.pozostałe cele - uzasadniony interes administratora danych


Odbiorcy danych

Podmioty przetwarzające dane na zlecenie administratora danych, w tym podmioty ZAUFANI PARTNERZY, agencje marketingowe oraz podmioty uprawnione do uzyskania danych na podstawie obowiązującego prawa.

Prawa osoby, której dane dotyczą

Prawo żądania sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania danych; prawo wycofania zgody na przetwarzanie danych osobowych. Inne prawa osoby, której dane dotyczą.

Informacje dodatkowe

Więcej o zasadach przetwarzania danych w "Polityce prywatności"