:-( Wygląda na to że masz Adblocka. Utrzymujemy się z reklam żeby móc dostarczyć Ci wiadomości z Twojego regionu za które nie musisz płacić, czy mógłbyś rozważyć jego wyłączenie?

Irena Piwowar: W poszukiwaniu prawdy.

Orynka - blog 29/10/2019 12:42

Wybrałam się do Oławy. Jestem w lesie.
Przyjechałam, aby dowiedzieć się dlaczego tu popełniono tak
makabryczną zbrodnię, na ks. kan. Józefie Jamrózie. Jeszcze tylko trzy
kilometry marszu i będę na miejscu. Emocje, które mi towarzyszą, są
tak silne, że nic mi nie jest straszne, nawet tak wielki upał.
Idę! Upał daje się mi we znaki, ale jeszcze jakieś 200 metrów i wejdę
w las. Spacer leśnym duktem dobrze mi zrobi, przede mną trzy
kilometry marszu leśną drogą i dojdę do celu.
Mamy środek lata, stąd żar leje się z nieba, stróżki potu
spływają po plecach, a ja uparcie idę dalej.
No, wreszcie jestem, dotarłam do leśnej drogi, która wije się
wśród drzew. Idę na spotkanie z bardzo ważnymi osobami. Chcę z
tymi ludźmi porozmawiać o przemijaniu, starzeniu się, ale też o
ludziach dobrej woli.
Nad moją głową faluje baldachim, jaki stworzyły konary drzew
stykających się z sobą. Szumy, szmery, pohukiwania i stuki
mieszkańców lasu odzywają się z cicha. Idę i rozglądam się.
Tyle tu ciekawych rzeczy: bo oto z jednego pnia wyrastają dwa
grube konary sosny. Tworzą obraz młodej pary zwartej w miłosnym
uścisku. Grupka strzelistych jałowców, szukających ukojenia w
skwarze lata. Piasek leśnego duktu, przelewa się w moim obuwiu, a ja
uparcie idę dalej. Lekki wietrzyk przewiewa mnie na wskroś i cichutko
swoim szmerem opowiada mi o dziwach tego lasu. Popatrz, tu
staruszka brzoza, skulona, opuściła ramiona gałęzi w dół i porusza się
w rytm powiewającego wiaterku, tak jakby tańczyła walca, samotna
bez pary. Suche, zwiędłe liście, szurają pod mymi butami. No, już
niedaleko, widać opłotki drewnianych chat, zagubionych w głuszy
lasu. Jest znak i jakiś na nim napis, acha, ogłasza on, że wieś się
nazywa Przysiółek Kolonia. Podchodzę bliżej. Zmęczone od upału
oczy, rejestrują widok. Staruszek siedzi na drewnianej ławeczce,
oparty o płot, opuszczone ręce na kolanach, głowa też opuszczona,
wygrzewa się na słońcu. Obok niego rudy kot, z jaśniejszymi pręgami

na grzbiecie. Podeszłam bliżej, pochwaliłam Boga i spytałam czy
mogę usiąść obok i odpocząć.
- Czemu nie. Niech pani siada.
- Siadłam więc, otarłam pot z czoła i zamyśliłam się.
- Cóż panią przygnało aż tu do nas w taka głuszę? – czego pani szuka
w taki skwar? – niewiele pani zobaczy, a i niewiele się pani dowie.
Zostało nas tylko parę staruchów, na palcach można policzyć.
Z oczu staruszka bił taki smutek, taki żal, że aż mnie zamurowało.
- Cóż robić, świat daleko, rozgadał się, nieraz nie ma do kogo gęby
otworzyć. Młodzi uciekli do miasta, dziś już nikt nie chce być na wsi.
Staruszek rozgadał się na dobre. Widać dawno z nikim nie rozmawiał,
bo słowa gęsto padały i mówił tak szybko, jakby chciał nadrobić te
dni, w których nie miał się do kogo wygadać.
Kiedy staruszek przerwał swoją tyradę, spojrzał na mnie z ukosa
i zapytał:
- a pani, to do kogo przyjechała? – No cóż, odrzekłam. Zatrzymałam
się we Wrocławiu, a przyjechałam z daleka, bo aż z Białegostoku.
- Chciałabym porozmawiać z tutejszymi ludźmi o ks. kan. Józefie
Jamrózie – co się właściwie stało? – Dlaczego go zamordowano? – Co
on komu zrobił takiego, że musiał zginąć, i to taką śmiercią?
- Chciałabym jeszcze wiedzieć, jak wam się tu żyje? – Czy jeszcze są
tacy ludzie, którzy wam bezinteresownie pomagają?
-Ja to niewiele wiem, odparł staruszek, ale moja siostra, która tu
przyjdzie z obiadem, ta będzie umiała pani dużo więcej opowiedzieć.
- Posiedzi pani ze mną? - Zapytał z nadzieją w głosie.
- Oczywiście, że posiedzę i posłucham co ciekawego mi pan opowie.
Pan Ambroży, bo tak się nazywał ów staruszek, zaczął snuć
swoją opowieść. Było czego słuchać, oj było.
Dziś ten pan liczy sobie 87 lat. Życie miał ciężkie ale i ciekawe.

Jego rodzina przywędrowała tu z Mazowsza. Sam należy do pokolenia
przedwojennego. Uboga rodzina osiedliła się na tych ziemiach, mieli
trochę pola, byli rolnikami i z tego się utrzymywali. Ożenił się w latach
pięćdziesiątych, dochował się dwójki własnych dzieci. Wykształcił je,
one zaś wyjechały do miasta. Jeden syn jest prokuratorem a drugi syn
pracuje w zakładach paliwowych na stanowisku kierowniczym. Ma
też dorosłe wnuki.
Tak od słowa do słowa, dowiedziałam się różnych rzeczy,
cierpliwie słuchając jego opowieści. Ale co to? W naszym kierunku
zmierza starsza pani dźwigająca ciężki koszyk. Zerwałam się z ławki i
podbiegłam do niej, aby jej pomóc.
- Szczęść Boże! Pozdrowiłam ją i wzięłam z jej rąk koszyk. Kobieta
przystanęła, rąbkiem chustki otarła pot z czoła i rzekła:
- znaczy się nasza, bo i Boga pochwaliła i koszyk mi pomogła nieść.
- Ano nasza, nasza, powiedział staruszek. – A wiesz Anko, taka
ciekawa, chce usłyszeć opowieść o naszym ks. Józefie. – To znaczy, że
ludzie wiedzą, kto to taki był. – Ho, ho, ho, a był to dobry ksiądz, ten
nasz ksiądz.
Dlaczego wśród ludzi jest tyle zła, skąd się wzięło takie mocne
gonienie za pieniędzmi?
- Bo widzisz paniusiu, nasz ksiądz uczciwy był, nie lubił naciągaczy, ani
oszustów, kochał Boga. Stale nawoływał aby ludzie się poprawili. Nie
bał się, potrafił wytknąć błędy tym najwyżej zasiadającym, znaczy się,
wie pani, władzy. Był niewygodny to i go zamordowali. Ludziska
płakali, bo czemu tak jest? Tu staruszek otarł niechcianą łzę,
spływającą po policzku. – Co on, ten księżyna komu zrobił? – Dziś za
prawdę mordują ludzi, tak i naszego księdza i okradli, i zamordowali a
jakby tego było mało to jeszcze podpalili, no i zbezcześcili zwłoki. Nie
spieszyły się ówczesne władze do szukania winowajców. Ślady zostały
pozacierane i nikt się tym nie przejmował. – A gdzie serce ludzi? -
Powie pani. - A gdzie sumienie? - No powie pani, gdzie?

Tu staruszek przerwał opowieść i zamyślił się. No właśnie, gdzie,
pomyślałam, gdzie? Co stało się z ludźmi? Gdzie zatarła się granica
przyzwoitości, skoro zabrakło miejsca na zwykłe ludzkie słowa ……..
byście się wzajemnie miłowali.
Pan Ambroży, ucichł, zatopił się we własnych myślach, odpłynął
daleko a ja przetrawiałam w myślach jego słowa. Pani Anna
nakrywała pod rozłożystą lipą stół kraciastym obrusem, również
zajęta własnymi myślami.
Tak, muszę napisać reportaż, pomyślałam, wspomnienie
męczennika ks. kan. Józefa Jamróza, na podstawie słów, tego
człowieka, który mi opowiedział o tym: co mogą zrobić ludzie
hołdujący mamonie „złotemu cielcowi”. Wszechobecny pieniądz
potrafi przysłonić wszystko, nie ulęknie się najohydniejszego mordu
na bezbronnym, uczciwym drugim człowieku.
Takim właśnie człowiekiem był ks. kan. Józef Jamróz
„niewygodny”, bo w swoich homiliach głosił prawdę, przekazywał
słowem, prawdziwego Boga. Naraził się Radzie Parafialnej, jakiejś
bezdusznej mafii, która zlękła się konsekwencji, jakie ją czekały, za
machlojki i za nieuczciwość. Ksiądz mówił głośno! Bolało go, że ludzie
nie boją się Boga. Nie przeraża ich nic, „nie kradnij”, dlatego musiał
ponieść śmierć.
Prostota i autentyzm miłości bliźniego, przyciągały do tego, skąd
inond, bardzo skromnego człowieka rzesze fanów. Był idolem ludu,
stąd nie wolno nam o nim zapomnieć.
Trzeba głosić prawdę, gdzie w dzisiejszych czasach ludzie hołdują
słowom: „homo, homini, lupus est”.
Po wysłuchaniu staruszków, postanowiłam pomóc im. Oni
właściwie nic ode mnie nie chcieli, tylko tyle, abym sprawę
nagłośniła, bo jak to pani Anna powiedziała:
- „Niech idzie i opowie ludziom jaka krzywda stała się temu księdzu a i
nam, bo już nikt tak nas nie ukocha jak on”.

Odjeżdżając od nich, obiecałam, solidnie załatwić sprawę.
Otrzymałam błogosławieństwo i zaproszenie, abym do nich wracała.
Odchodząc, tą samą drogą, długo się odwracałam, a oni, ci
staruszkowie, machali mi rękami na pożegnanie.
Do swego plecaka włożyłam, miłość tych obcych ludzi,
prawdziwą wiarę i szczęście, które oni mi ofiarowali. Są to podarunki,
które cenię bardziej niż wszystkie inne przyziemne sprawy.
Tak moi mili: „Przykazanie Boże daje wam, byście się wzajemnie
miłowali”, stąd ja będę ciągle wspominać tego cichego bohatera,
księdza męczennika, gorącego czciciela przykazań Bożych, „nie
kradnij”; „nie zabijaj”; Za prawdę oddał życie, ale dla tych, którzy to
zrobili, spokoju nie będzie.
Nawet zza grobu przyjdzie napomnienie i pewnego dnia prawda ujrzy
światło dzienne.
Ja, skromna, wierząca osoba, jestem o tym głęboko przekonana i w to
wierzę, bo w innym przypadku słowa: „Jezu ufam Tobie”, byłyby tylko
pustymi słowami pozbawionymi sensu.

Reklama

Irena Piwowar: W poszukiwaniu prawdy. komentarze opinie

Dodajesz jako: |


Reklama

Ogłoszenia PREMIUM

Chcesz coś sprzedać lub kupić, oferujesz usługi, szukasz pracownika lub pracy?

Dodaj swoje drobne ogłoszenie w naszym serwisie. Zapraszamy!

Dodaj ogłoszenie

Kalendarz

Najbliższe imprezy
Reklama
 Reklama

25 maja 2018 roku weszło w życie Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z 27 kwietnia 2016 roku tzw. RODO. Nowe prawo nakłada na nas obowiązek uzyskania Twojej zgody na przetwarzanie przez nas danych osobowych w plikach cookies

Oświadczam, iż zapoznałem sie z Polityką prywatności i zgadzam się na zapisywanie i przechowywanie w mojej przeglądarce internetowej tzw. plików cookies oraz na przetwarzanie zaszyfrowanych w nich danych osobowych pozostawianych w czasie korzystania z innych stron internetowych, serwisów oraz parametrów zapisywanych w plikach cookies w celach marketingowych, w tym na profilowanie i w celach analitycznych przez ibielsk.pl, oraz ZAUFANYCH PARTNERÓW.

Administratorzy danych / Podmioty którym powierzenie przetwarzania powierzono

CMC CITY Media Communications sp. z o.o. z siedzibą w Cypryjska 2G 02-761, Cypryjska 2G

Cele przetwarzania danych

1.marketing, w tym profilowanie i cele analityczne
2.świadczenie usług drogą elektroniczną
3.dopasowanie treści stron internetowych do preferencji i zainteresowań
4.wykrywanie botów i nadużyć w usługach
5.pomiary statystyczne i udoskonalenie usług (cele analityczne)


Podstawy prawne przetwarzania danych


1.marketing, w tym profilowanie oraz cele analityczne – zgoda
2.świadczenie usług drogą elektroniczną - niezbędność danych do świadczenia usługi
3.pozostałe cele - uzasadniony interes administratora danych


Odbiorcy danych

Podmioty przetwarzające dane na zlecenie administratora danych, w tym podmioty ZAUFANI PARTNERZY, agencje marketingowe oraz podmioty uprawnione do uzyskania danych na podstawie obowiązującego prawa.

Prawa osoby, której dane dotyczą

Prawo żądania sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania danych; prawo wycofania zgody na przetwarzanie danych osobowych. Inne prawa osoby, której dane dotyczą.

Informacje dodatkowe

Więcej o zasadach przetwarzania danych w "Polityce prywatności"